Sąd Najwyższy – czy w Polsce jest prawo precedensowe?

Sąd Najwyższy – czy w Polsce jest prawo precedensowe?

Decydująca rozprawa w ważnym procesie. Szala zwycięstwa nie tyle przechyla się na jedną ze stron, co wręcz uderza odważnikiem zwycięstwa o podłogę. W tym momencie pełnomocnik drugiej strony wstaje i ku zaskoczeniu wszystkich powołuje się na orzeczenie innego sądu sprzed kilku lat. Orzeczenie korzystne dla reprezentowanej przez niego strony. W tej chwili kilka osób na sali zwiesza smętnie głowę, mimo że jeszcze przed chwilą byli pewni zwycięstwa. Teraz już wiedzą, że przegrali. Ich rywal znalazł korzystny dla siebie precedens, który znajdzie zastosowanie w tej sprawie.

Powyższy scenariusz znamy doskonale przede wszystkim z amerykańskich filmów i seriali o tematyce prawniczej. A że większość serwowanych filmów i seriali opiera się o anglosaski system prawny, to w społeczeństwie buduje się przekonanie, że również w naszym – europejskim i opartym na tradycji prawa rzymskiego – porządku prawnym taka sytuacja mogłaby mieć miejsce. Czy rzeczywiście?

Bazując na fundamentalnych zasadach naszego porządku prawnego, na tak postawione pytanie należy odpowiedzieć negatywnie. Taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca, ponieważ system prawa anglosaskiego oparty jest na prawie precedensowym, zaś polski system nie. Precedens to z kolei rozstrzygnięcie mogące wpływać na rozstrzygnięcia wydawane później. Jednakże stwierdzenie, iż w Polsce nie funkcjonuje prawo precedensowe nijak ma się do stwierdzenia, iż wcześniejsze orzeczenia nie mogą oddziaływać na orzeczenia późniejsze.
W rozważaniach odnośnie prawa precedensowego należy podkreślić przede wszystkim kwestię związania. W tym aspekcie rzeczywiście – wyrok jednego sądu wydany w Polsce nie wiąże innego sądu. W analogicznej sprawie sąd może poczynić zupełnie inną ocenę prawną i wydać odmienne rozstrzygnięcie niż wcześniej orzekający sąd, bowiem zgodnie z naszym porządkiem prawnym sąd związany jest jedynie ustawami oraz Konstytucją. Oczywiście, istnieją pewne wyjątki, jak chociażby prawomocny wyrok skazujący, który jest wiążący przy czynieniu ustaleń faktycznych dla później rozstrzygającego sądu, np. w kwestii naprawienia szkody. Jednakże taka sytuacja dotyczy ustaleń faktycznych, a nie prawnych, na czym opiera się system prawa precedensowego.

Inaczej wygląda sytuacja w przedmiocie oddziaływania orzeczeń sądowych na orzeczenia późniejsze. Gdyby takiego oddziaływania nie było, za każdym razem należałoby na nowo czynić wykładnię przepisów, często niejasnych i nieprecyzyjnych. Dlatego tak ważne jest powoływanie się na tzw. „ukształtowaną linię orzeczniczą”, co w prostym tłumaczeniu oznacza, że dany problem został już wcześniej rozstrzygnięty w określony sposób, a sposób ten przyjął się w orzecznictwie polskich sądów i jest przez nie powielany. Ukształtowana linia orzecznicza nie stoi na przeszkodzie wydaniu orzeczenia odmiennego, jednak w praktyce takie sytuacje zdarzają się rzadko, zwłaszcza gdy u podstaw ukształtowanej linii orzeczniczej leżą orzeczenia Sądu Najwyższego. Związane jest to oczywiście z powagą i szacunkiem, jakim darzony jest Sąd Najwyższy. Ale nie tylko. Sąd Najwyższy ma bowiem możliwość nadawania swoim tezom miano zasady prawa. Jest to specyficzna sytuacja, kiedy to Sąd Najwyższy tym samym wskazuje, że dane zagadnienie w jego opinii może być interpretowane tylko i wyłącznie w ten sposób. Co ciekawe, sformułowanie zasady prawa w teorii nie wiąże sądów powszechnych przy wydawaniu orzeczenia, jednak w praktyce trudno spotkać się z rozstrzygnięciem niezgodnym z ukształtowaną przez Sąd Najwyższy zasadą prawa.

Pozostaje jeszcze przypadek, kiedy to orzeczenie Sądu Najwyższego bezpośrednio wiąże sąd powszechny. Dotyczy to sytuacji, kiedy to sąd powszechny zwraca się do Sądu Najwyższego z zapytaniem prawnym o to, jak należy rozstrzygnąć dany problem. Wówczas interpretacja Sądu Najwyższego jest dla sądu, który takie pytanie sformułował wiążąca. Jednak tylko dla tego sądu w tej konkretnej sprawie, bowiem nic nie stoi na przeszkodzie, by ten sam skład sędziowski w innej sprawie wydał orzeczenie odmienne. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie w teorii, bowiem w praktyce taka sytuacja byłaby dość kuriozalna.

Co interesujące, nawet orzeczenia Sądu Najwyższego – o ile nie są uznane za zasady prawa – czasami bywają sprzeczne. Niejednokrotnie zdarza się, że jeden skład sędziowski Sądu Najwyższego orzeknie inaczej niż w podobnej sprawie inny skład Sądu Najwyższego. Dotyczy to przede wszystkim rozstrzygnięć kasacyjnych, a więc rozpoznawania środka odwoławczego od prawomocnych wyroków sądów drugiej instancji. Najczęściej właśnie w takim przypadku Sąd Najwyższy wydaje tzw. „uchwały siódemkowe”, czyli uchwały składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, chcąc tym samym wypracować jednolite stanowisko, często też jednocześnie kształtując zasady prawa, o których mowa powyżej.

Podsumowując – w Polsce nie funkcjonuje system prawa precedensowego i choć w teorii orzeczenia jednego sądu nie przekładają się na orzeczenia drugiego sądu, to w praktyce potrafią mieć one ogromne znaczenie i często są przywoływane na potwierdzenie określonej interpretacji przepisów. Z kolei czym wyższa ranga sądu wydającego orzeczenia, tym większą powagą cieszy się wskazana w orzeczeniu interpretacja. Tym samym, choć to, że znajdziemy korzystne orzeczenie w analogicznej sprawie nie daje nam gwarancji pomyślnego zakończenia sporu, to znacznie zwiększa taką szansę, stanowiąc istotne uzasadnienie dla forowanej przez nas interpretacji przepisu.

O autorze artykułu

Radosław Przymuszała
Radosław Przymuszała
Adwokat. Zielona Góra. Prowadzi własną kancelarię adwokacką w Zielonej Górze. W obrębie jego zainteresowań jest prawo karne, prawo cywilne oraz prawo rodzinne. Zajmuje się również prowadzeniem mediacji w sprawach z tego zakresu. Prywatnie wielki fan koszykówki.